sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 1

      

      Wpatrywałam się w niekończącą się szosę przez okno białego BMW mojej ciotki. Jechałyśmy do Moonlight Town, mojego nowego miejsca zamieszkania. Miałam tu chodzić do prywatnej szkoły artystycznej. w sumie cieszyłam się z tego, choć pewnie roi się tam od snobów.

-Dam sobie radę- pomyślałam.


* * *
      Po 3 godzinach jazdy minęłyśmy znak oznajmujący nam, że wjechałyśmy do Moonlight Town. Niedługo potem dojechałyśmy do posiadłości cioci. było około 22, a ja byłam wykończona więc wniosłam swoje rzeczy do pokoju, który przygotowała dla mnie ciocia i poszłam pod prysznic. Umyłam włosy brzoskwiniowym szamponem i włożyłam koszulę nocną. Weszłam do pokoju i położyłam się w łóżku. spróbowałam usnąć. Nic z tego. prysznic skutecznie spłukał sen z moich powiek. Wyciągnęłam szkicownik i zaczęłam szkicować to co mi przyszło do głowy. A był to biały tygrys w ośnieżonym lesie. Oczy zaczęły mi się zamykać a ja odpłynęłam w krainę sennych marzeń trzymając szkicownik w ręce.


      Obudziłam się około 9. Był ostatni dzień wakacji. Ubrałam białą koszulkę na grubych ramiączkach z nadrukiem czerwonego serca i czarna kokarda przymiętą do lewego ramiączka, jasne jeansy i czarne conversy na koturnach. zeszłam na śniadanie. Ciocia krzątała sie po kuchni i smażyła naleśniki. Wciągnęłam do płuc słodką woń syropu klonowego. Usiadłam przy stole a ciocia podała mi 3 dość duże naleśniki. Zaczęłam je pałaszować.

-Są przepyszne - oznajmiłam cioci Megan

-Dziękuję, po śniadaniu wyjdź zapoznać się z okolicą. Myślę, że ci się spodoba- uśmiechnęła się

-Dobrze ciociu- skończyłam swoją porcję, wzięłam jeansową torebkę i wyszłam z domu. Czuć było zapach deszczu- Musiała być niezła ulewa w nocy- stwierdziłam.

      Zauważyłam las, a że kochałam w takich miejscach przebywać natychmiast tam ruszyłam. Po 20 minutach dotarłam na skraj lasu i poszłam ścieżką w jego głąb.

      Znajdowałam się na polance i wsłuchiwałam się w śpiew ptaków. Wspięłam się na jedno z drzew.

-Co za piękny widok- zachwycałam się. Nagle coś wyciągnęło mnie z zadumania.

-Hej- powiedział głos z tyły. Wystraszyłam się i spadłam. Podbiegł do mnie czarnowłosy chłopak o zielonych oczach.

-Nic ci nie jest ?-zapytał.

-Nnie, tylko się trochę wystraszyłam- wstałam.

-Jestem Raven- powiedział czarnowłosy.

-Nisi, miło mi poznać.

-Masz piękne imię-stwierdził- chyba nie tutejsze.

-Pochodzi z łaciny ale nie wiem co dokładnie oznacza- powiedziałam.

-Niestety muszę już iść. Może się jeszcze zobaczymy- pożegnał się Raven i odszedł.

-Cześć...-zdążyłam jedynie powiedzieć na pożegnanie.-Chyba muszę już wracać. Nie mam mnie od 3 godzin. Ciotka Megan pewnie się martwi.

      Po godzinie dotarłam do domu. Okazało się, że cioci nie ma a obiad, czyli pizza czeka na mnie na stole. Zjadłam ją ze smakiem i poszłam do siebie. wyciągnęłam szkicownik i zaczęłam rysować przystojnego bruneta, którego spotkałam w lesie...



                                  Wiem, że to na razie jest nudne i myślicie że to typowe romansidło ale później zobaczycie, że tak nie jest <3 Post pojawi się za niedługo o ile się wyrobię bo mam pomysł na 3 a na 2 jeszcze nie xd no cóż postaram się pomedytować i przysłać wenę =P

                                                                                    
 Jedynaa =3

Prolog

                            Od początku istnienia świata Ziemię zamieszkiwały istoty magiczne i niemagiczne. żyły one ze sobą w zgodzie i dostatku. Jednak przed wieloma wiekami ludzie- główni z istot niemagicznych zaczęli bać się niezwykłych zdolności istot magicznych oraz zapragnęli ziemi tylko dla siebie. Rozpoczęła się krwawa wojna. Istoty magiczne postanowiły ukrywać się przed ludźmi i robią to po dziś dzień...

                                                                                       Jedynaa =3

Sorka że tak krótko ale to miało was tylko wprowadzić do historii.
                                                                                                      Bye Bye